wtorek, 3 lutego 2015

Córka marnotrawna wraca na CrossFit

Było postanowienie, że od początku 2015 roku wracam na CrossFit. Przez przeziębienie mała obsuwa, ale jest styczeń i wracam :)
Tęsknię już, zwłaszcza jak czytam posty crossfitowe :) Pod choinkę zamówiłam od Dzieciątka legginsy w kettlebellki, trzeba je w końcu wypróbować :)


Przyszedł też (mający mnie zmotywować) kalendarz sportowy :)




Na CrossFicie nie byłam od wakacji 2014, kiedy to FitLife w Szarej Willi organizował darmowe treningi pod chmurką raz w tygodniu - we wtorki, na boisku LO II.  Trenerem był Grzegorz Miedziński.


Chodziłam tam w lipcu (4 razy - treningi #54-#57), byłam też dwa razy w sierpniu (treningi Crossfit #58-#59).
Niestety złamanie palca przerwało mi tę przygodę... Jak nie urok to sraczka. I to w przeddzień wyjazdu na zakładową wycieczkę integracyjną do Karpacza... Łamaga! 



Tym samym pragnę zdementować pogląd jakoby CrossFit był kontuzyjnym sportem! Można się połamać: 

  • idąc chodnikiem i uderzyć palcem w krawężnik (bo oczy wlepione w "f"), 
  • jadąc na rolkach jednocześnie robiąc sobie sweet focię w ruchu (o mały włos), 
  • w pracy potykając się o kabel od klawiatury (efekt na zdjęciu),
  • czy też tracąc równowagę na rolkach (lub poślizgując się na rolkach na mokrym liściu na promenadzie nad Odrą).

 Moja historia CrossFitowa:



  • od 10 września 2012 do 2 czerwca 2013 (treningi #1-#44)- na AWF przy Politechnice Opolskiej u Piotrka Kosa i Kuby Kocielińskiego, w tym:
    • 10 września (trening #1)
    • od 1 października do 28 grudnia 2012 (treningi #2-23),
    • od 2 stycznia do 2 czerwca 2013* (treningi #24-44)...
(*)Dlaczego tylko do czerwca?

bo... wracając na rolkach z treningu 2 czerwca (na Politechnice Opolskiej) wywaliłam się i skręciłam rękę... :( 

A 13 czerwca odbyły się zawody promujące CrossFit "Reebok Crossfit Heroes" i mogłam tylko kibicować i robić zdjęcia i filmy - jakbym miała sprawną rękę, to chyba i tak bym nie startowała, bo płochliwa ze mnie mysz... no ale kto wie :)
  • lipiec 2013 - po kontuzji rolkowej byłam dwa razy u Piotrka Kosa w RISE (treningi #45-46)
  • sierpień 2013 - treningi CrossFit na gwardii organizowane przez otwierający się CF Box Gymbox (treningi  #47-50)... brutalnie przerwane we wrześniu kursem angielskiego odbywającym się akurat w ten dzień tygodnia, w który odbywały się treningi na stadionie gwardii ;-(((
  • październik - znowu RISE (4 treningi #51-#54)






  • lipiec - sierpień 2014 (4 treningi: #54-#57), byłam też dwa razy w sierpniu (treningi Crossfit #58-#59). Namówiłam też koleżankę :)


Wracając do tematu....


Na CrossFicie nie byłam od wakacji 2014... a więc minęło sporo czasu kiedy chodziłam na treningi. Ludzie (w RISE) zrobili postępy, a ja ciągle stoję w miejscu, wręcz regres, wstyd wracać.

Podobnie z morsowaniem. Nie chodzę do Rise, to wstyd mi też iść z wysportowanymi ludźmi na "plażę" w styczniu ;)

Tym razem postawiłam na Gymbox. Ale nie wykluczam, że będę też chodzić do RISE - np. jak będę chciała chodzić w soboty, a w Gymboxie nie ma WODów w weekendy. Tylko OPEN BOX. A w niedzielę w RISE są Team WODy, których też nie lubię (introwertyzm).

Gymbox 2015 (pierwszy kwartał 2015)

  • 19, 23, 26 stycznia 2015 - CROSSLEJDIS* (Crossfit #60, #61, #62)

(*) - Idąc na te treningi Crosslejdis myślałam, że będzie to ściema crossfitowa, tzn. że będzie to CrossFit w wersji light, coś "a'la crossfit", "CrossFitness" dla kobiet, które boją się sztang i ciężarów (ja je lubię) bo boją się, że urosną im muły i będą wyglądać jak zawodniczki zawodowe w "CrossFit Game's-ach USA kontra reszta świata" czy jak się to tam nazywa :)

Poszłam na te zajęcia bo godzina mi odpowiadała (21:00). 
Jednak pozytywnie się zdziwiłam bo był hardcore :) Przynajmniej dla mnie bo te osoby, które chodzą tam od początku, czyli od grudnia, mówiły, że tego dnia było lightowo (Treningi były OK ale wolę jednak koedukacyjne grupy) :) 
Spociłam się i jak zawsze po takich intensywnych treningach (czy to crossfit, czy indoor cycling w Dynamice czy dywanówka z Chodakowską) wyglądałam jakbym była na basenie (a nie na lądzie).

Trening crosslejdis 23.01:


  • 29 stycznia 2015 - WOD (trening CrossFit #63) - WOD z trenerem Łukaszem Dabbachim. 

To dopiero był hardcore :D

Nie mówię, że na Crosslejdis się nie zmęczyłam albo czegoś brakowało :) Po pierwszym treningu crosslejdis w poniedziałek miałam "zakwasy" (mikrouszkodzenia mięśni) do piątku. Po piątkowym treningu było już lepiej.
Ale to... to był inny rodzaj zmęczenia :) istne katharsis. (Gdyby ktoś pytał, to dobrze). 
"Wypluwałam płuca" i w pewnym momencie (wall climb) bałam się, że uzewnętrznię swoje wnętrzności (a dokładnie to cheat meala: pizzę 30 cm na cienkim cieście z szynką i z salami popitą 0,5l colą... nie zero;) Na diecie paleo... bezglutenowej). Eh :)


Jaki był WOD?



  • WARM-UP (rozgrzewka + rozciąganie)
  • WOD
    •   I RUNDA 6 minut AMRAP
    •  II RUNDA 6 minut AMRAP
    • III RUNDA 6 minut AMRAP
    •  IV RUNDA 6 minut AMRAP
    •   V RUNDA 2 minuty AMRAP
(AMRAP - As Many Reps As Possible)


WOD:


I RUNDA
  • a) 10 wall ball (x 1 punkt) (zrobiłam 4 rundy po 10 powt.) 
  • b) do wyboru:
    • 8 snatch (x 1 p.) lub
    • 16 russian swing (dla "początkujących" i "córek marnotrawnych") (x 1/2 p.) (zrobiłam 4 rundy po 16 powt.)
II RUNDA
  • a) do wyboru: 
    • 6 pull up (x 1 p.) lub 
    • 12 jumping pull ups (x 1/2p.) (ja zrobiłam 3 rundy po 12 powt.) 
  • b) 10 box jump (x 1 p.) (ja zrobiłam 2 rundy i 10 z 12 powtórzeń w 3 rundzie)
III RUNDA:
  •  a) do wyboru:  
    • 6 "tołstubarów(x 1 p.) lub
    • 12 sit-upów (x 1/2p.) (ja zrobiłam 3 rundy po 12 sit-upów)
  • b) do wyboru:
    • 8 front squat (30/50) (x 1p.) lub  
    • 16 squats (x 1/2 p.) (mój wynik:  16, 16, 10 reps)
IV RUNDA:
  • a) 3 wall climb (wchodzenie nogami po ścianie z pozycji leżącej do leżącej - w moim przypadku z leżącej do "na czworaka" - nie dawałam rady przykleić się brzuchem do ściany - ciekawe, kiedy będę w stanie) (x 1 p.) (mój wynik: 3 "naciągane" rundy)
  • b) do wyboru: 
    • 15 DU (x 1 p.) lub  
    • 45 SU (skakanka) (x 1/3 p.) (mój wynik: 3 rundy)
V RUNDA:
  • burpees (mój wynik: 16 powtórzeń burpees) (x 3p.)
punktacja: 1 punkt za każde powtórzenie, a za zamienniki dla "początkujących i córek marnotrawnych" po 1/2 punkta, skanaknki SU za 1/3 p., burpeesy za 3 punkty.



Tabela wyników:

Nie zapisywałam wyników na treningu bo wypluwałam płuca po każdej rundzie. Było super. Dzisiaj idę znowu. W domu policzyłam powtórzenia z pamięci (pamięciówka) i dopisałam punkty w edytorze zdjęć:
Na trening szybkim marszem, a z treningu szybkim spacerkiem :) 
Dopracować dietę i będzie cud, "mjut" i orzeszki ;)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

PROJEKT 6/3. FAZA 2. PODSUMOWANIE DETOKSU TYDZIEŃ 1.

MAŁE PODSUMOWANKO - MEA CULPA, MEA CULPA, MEA MAXIMA CULPA

Za mną pierwszy z trzech tygodni detoksu. Szło dobrze do piątego dnia wieczorem, kiedy to zgrzeszyłam czekoladą. Weekend poszedł na straty. Chyba, że potraktuję to jako doświadczenie na przyszłość i wyciągnę konstruktywne wnioski. 


Ten "tydzień roboczy" upłynął pod znakiem galarety drobiowej... :)

... jajecznicy i frytek z selera :)
To były hity tegorocznej edycji Noworocznego Detoksu Cukrowego. 

Można powiedzieć, że drugi tydzień powinien być lepszy, tzn. musi być, bo inaczej to (cały ten detoks) nie ma sensu. Za karę idę na "karnego jeżyka", tzn. przedłużam sobie detoks do końca stycznia (a miał trwać do 25.01). A potem następna faza Projektu 6/3 czyli 4-tygodniowe wyzwanie PALEO.
Ale, ale... wracając do detoksu, to termin przypadł akurat na przeziębienie, podczas którego ratowałam się Apapem Hot do picia, który zawierał cukier, wapnem, który również w składzie posiadał cukier i rozpuszczalną witaminą C 1000, która również zawierała cukier, do tego syropki, tabletki do ssania - a jakże, z cukrem. Może to to tak zadziałało, że ciągle byłam "narażona na działanie cukru"/ pod wpływem cukru i ciągnęło mnie do niego jak Kubusia Puchatka do miodu? Czy to może wymówka? A powinno być NO EXCUSES!
Myślałam, że się nie złamię do końca trwania detoksu (skoro wytrzymałam niemal 30 dni na PALEO przed świętami). Niestety uległam pokusie. No nic, porażka porażką, ale trzeba kontynuować i się nie poddawać. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem... kokosowym oczywiście ;)

Detoks zaczął się w poniedziałek 5 stycznia, a 4 stycznia czyli w przeddzień detoksu ważyłam 86,6 kg (jadłam jeszcze słodycze, takie moje rytualne pożegnanie ze słodyczami przed detoksem), a siódmego dnia detoksu (niedziela, 11 stycznia) pojawiło się 83,7 kg. 
Byłoby fajnie (bo aż -2,9 kg), gdyby nie fakt, że był to w dużej mierze efekt odwodnienia po alkoholu. Dzisiaj, czyli 12 stycznia pojawiła się już bardziej "rzeczywista" waga: 85 kg. Szkoda, no ale mam za swoje ;) 


16 kg przede mną do 24 lipca. Ciekawe, czy zdążę... :)

Uczestnicy biorący udział w wydarzeniu "Noworoczny Detoks Cukrowy" (które przyciągnęło ponad 1900 osób) chwalą się i cieszą, że: 
  1. mają więcej energii (część osób jest sennych, czuje się "dziwnawo" i boli je głowa, ale to naturalna część odstawienia cukru i na większość osób przychodzi taka pora (na jednych szybciej, a na innych później), zwłaszcza dotyka to te osoby, które przed detoksem spożywały dużo cukru w różnej postaci)
  2. nie czują się ociężale, czują się lekko, jakby zrzuciły dużo więcej kg niż w rzeczywistości
  3. mają bardziej płaski brzuch (brak wzdęć, woda się nie zatrzymuje), 
  4. zgaga przeszła
  5. ciało się wysmukla, a skóra staje się jędrniejsza
  6. nie ciągnie ich do słodkiego, słodycze przestają dla nich istnieć, odrzuciło ich od słodkiego,
  7. mają czyste zęby od rana do wieczora (nie zbiera się osad)
  8. zauważyli spadek wagi lub zmniejszenie obwodu bioder czy pasa (mają "luz w gaciach") :)
  9. są bardziej kreatywni w kuchni...
  • ... zauważyli wiele innych pozytywnych objawów :) - tutaj link podsumowujący detoks, wrażenia ludzi, którzy go przeszli :) PODSUMOWANIE WYTRWAŁYCH
Mimo, że ja też odczuwam część z powyższych objawów (nr: 1 - ale niestety to, co jest w nawiasie, czyli senność i spadek energii; 9 - bardziej ciekawość niż kreatywność i chęć robienia nowych paleo-posiłków, próbowania nowych smaków), to teraz czas robić wszystko, żeby powyższa lista dotyczyła także i mnie (przydałoby się zwłaszcza więcej energii :) 
Czyli nie mniej, nie więcej jak tylko/aż przemęczyć się kilka dni opierając się słodyczom w szafie i osiągnąć stan z punktu 6, żeby omijać je i żeby obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Link do dziennika zmagań dla użytkowników facebooka:
MÓJ DZIENNIK