Opole weekend. Wszyscy pijani jak wory :) A tutaj link do skeczu Marcina Dańca, tak dla przypomnienia i z sentymentu :) Marcin Daniec - Opole Weekend
Mój pierwszy weekend na wyzwaniu. Pomijając jeden grzeszek - drinki: "wódka z sokiem grejpfrutowym" na imprezie - było bardzo dobrze. A weekend też mi się trochę kojarzy z odpuszczaniem diety... No ale nie tym razem.
Nie potrafię się bawić bez alkoholu, sorry :) A że na imprezy chodzę rzadko.... ;)
Nie potrafię się bawić bez alkoholu, sorry :) A że na imprezy chodzę rzadko.... ;)
Ze względu na dietę myślałam nawet o tym żeby olać imprezę i zostać w domu no ale przecież nie można być takim odludkiem... którym właściwie jestem, ale czasem jednak wypada wyjść do ludzi żeby nie... zdziczeć :)
Gdyby ta impreza andrzejkowa była tydzień temu to bym na nią nie poszła bo źle się ze sobą czułam i nie miałam ochoty na imprezy... a teraz, mimo że to dopiero piąty dzień wyzwania, lepiej się czuję, mam więcej energii i akceptuję siebie taką, jaka jestem - głównie dzięki temu, że podjęłam w końcu to wyzwanie zamiast wymyślać kolejne wymówki i wiem, że to, jak teraz wyglądam jest tylko stanem przejściowym i że będzie coraz lepiej bo już nad tym pracuję :)
PALEO TO NIE DIETA. TO ZMIANA STYLU ŻYCIA.
Gdyby ta impreza andrzejkowa była tydzień temu to bym na nią nie poszła bo źle się ze sobą czułam i nie miałam ochoty na imprezy... a teraz, mimo że to dopiero piąty dzień wyzwania, lepiej się czuję, mam więcej energii i akceptuję siebie taką, jaka jestem - głównie dzięki temu, że podjęłam w końcu to wyzwanie zamiast wymyślać kolejne wymówki i wiem, że to, jak teraz wyglądam jest tylko stanem przejściowym i że będzie coraz lepiej bo już nad tym pracuję :)
PALEO TO NIE DIETA. TO ZMIANA STYLU ŻYCIA.
"30-dniowe wyzwanie" jest wstępem do zmiany stylu życia już na stałe...
- ... bo zazwyczaj po upływie tych trzydziestu dni ludzie - zachęceni poprawą zdrowia, samopoczucia i figury (zmniejszenie pszennego brzucha plus wiele innych korzyści wynikających z rezygnacji z pszenicy, które opisałam na tym blogu we wcześniejszym wpisie pt. "Gluten to zło") - kontynuują ten sposób odżywiania albo przechodzą "poziom wyżej" czyli na PALEO-dietę (wyższy poziom wtajemniczenia, mniejsza lista dozwolonych produktów niż na wyzwaniu, takie zawężone 10 zasad)... bo skoro dobrze się czują, to jaki sens wracać do "normalnego odżywiania" ze "zdrowymi produktami pełnoziarnistymi", któremu towarzyszyło złe samopoczucie i szereg innych dolegliwości, o których człowiek nie miał pojęcia, że ich przyczyną może być pszenica?
- "Dziesięć zasad" / "PALEO-dieta" z założenia nie jest dietą, a stylem odżywiania do końca życia... bo gdyby nie do końca życia, a tylko przez jakiś czas, tylko po to żeby osiągnąć cel, jakim jest konkretna waga ciała i po jego osiągnięciu wrócić do złych nawyków, to ta "dieta" miałaby taki sam sens jak inne diety, czyli żaden, a po niej efekt jojo byłby murowany. Zresztą to też już przerabiałam.
Zobaczymy jak naprawdę będzie w moim przypadku tym razem, czy aby znowu nie zboczę na złą węglowodanową drogę... No cóż, jestem realistką i myślę, że prędzej czy później tak się stanie... aż do kolejnego podejścia do wyzwania lub do PALEO.
Może ktoś powiedzieć, że jestem pesymistką i nie wierzę w siebie czy może takim myśleniem z góry skazuję się na porażkę... jednak znam siebie, mam za sobą parę lat doświadczenia z dietami i widzę jak to u mnie wygląda. Za każdym razem sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej, lepiej, dłużej, bez grzeszków, a wychodzi jak zwykle: dieta - "normalne" żarcie - jo-jo - dieta... i tak w kółko.
Nie chcę zapeszać
więc... w ogóle nie powiem, że mnie nie ciągnie do słodyczy :) Normalnie
po imprezie zahaczyłabym jeszcze o całodobowy monopolowy i kupiłabym ze dwie czekolady czy coś:)
Jakiś czas temu zauważyłam, że jeśli nie jestem na "diecie", to pod koniec dnia pracy myślę co by tu sobie kupić słodkiego i wracam do domu, do mojej "strefy komfortu", co u mnie oznacza wieczorne oglądanie amerykańskich seriali na laptopie (Dexter, Homeland, Good Wife, White Collar, Suits, Dr House, Nurse Jackie, Vikings, Spartacus) i podżeranie słodyczy :) Wtedy inne rzeczy mnie nie interesują, nie chce mi się nic robić - od obowiązków poczynając, a na przyjemnościach czy nawet na hobby kończąc - nic tylko siąść przed laptopem, puścić serial i wsuwać słodycze. A teraz gdy nie mam słodyczy pod ręką to bardziej mi się chce robić różne rzeczy, słodycze mnie nie odciągają i nie pochłaniają. A ja ich :)
29.12.2014 - sobota, dzień 5/30
W sobotę była akcja "Firanka". Obudziłam się po 12:00, a sklep z firankami w soboty jest czynny do 14:00 więc nie zdążyłam zjeść śniadania. Na szczęście byłam zaopatrzona w migdały i zjadłam je na przystanku i w autobusie jadąc do miasta. Z przystanku MZK na Kołłątaja szybkim marszem na Książąt Opolskich a stamtąd - już z firanką - spacerkiem załatwić inną sprawę. W empiku kupiłam książkę "Kuchnia bez pszenicy". Ekspedientka proponowała jeszcze zestaw książek "Dieta bez pszenicy" + "Kuchnia polska bez pszenicy" w promocji za 49,90 zł. Pierwszą z nich już mam, a w drugą kiedyś się zaopatrzę.
W sobotę była akcja "Firanka". Obudziłam się po 12:00, a sklep z firankami w soboty jest czynny do 14:00 więc nie zdążyłam zjeść śniadania. Na szczęście byłam zaopatrzona w migdały i zjadłam je na przystanku i w autobusie jadąc do miasta. Z przystanku MZK na Kołłątaja szybkim marszem na Książąt Opolskich a stamtąd - już z firanką - spacerkiem załatwić inną sprawę. W empiku kupiłam książkę "Kuchnia bez pszenicy". Ekspedientka proponowała jeszcze zestaw książek "Dieta bez pszenicy" + "Kuchnia polska bez pszenicy" w promocji za 49,90 zł. Pierwszą z nich już mam, a w drugą kiedyś się zaopatrzę.
Dobra, do rzeczy, bo się rozpisałam :) A i tak nikt tego nie czyta :) Zero komentarzy. Chlip. Więc chyba piszę sama do siebie - ergo - marnuję czas na pierdoły :]
JADŁOSPIS
- 12:15 pobudka
- 12:50 szklanka ciepłej wody z cytryną + omega 3 + Euthyrox 200
- 13:30 PRZEKĄSKA I:
- migdały 40g
- 14:30 PRZEKĄSKA II:
- migdały 40g
- 17:00 POSIŁEK I:
- sałatka z łososiem wędzonym (reszta z wczoraj)
- duża czarna herbata (część z cytryną)
- wieszanie firanki ;)
- 17:30 POSIŁEK II:
- smażony łosoś z sosem pietruszkowym
- sałata rzymska mini z sosem vinegrette
- zielona herbata z sokiem z granatu - 2 szklanki
- herbata rooibos
- 20:30 wódka z sokiem grejpfrutowym (u koleżanki)
- tańce, hulanki, swawole
- wódka z sokiem grejpfrutowym (nie pamiętam ile) :)
- 3:00 - spanie
niacyna 1000- nie brałam bo bałam się reakcji niacyny z promilami we krwi ;)
30.11.2014 - niedziela, dzień 6/30
- 11:00 pobudka (bez kaca) :)
- 11:15 szklanka ciepłej wody z cytryną, omega 3, Euthyrox
- 11:45 ŚNIADANIE I:
- łosoś smażony z sosem pietruszkowym
- duża czarna herbata
- 14:00 OBIAD:
- polędwiczki wieprzowe, groszek gotowany na parze + olej z pestek dyni, listki brukselki, kasza jaglana
- 16:45 PODWIECZOREK:
- sałatka owocowa (banan, gruszka, pomarańcza, granat, sok z limonki)
- kawa czarna
- duża czarna herbata z sokiem z limonki
- 20:00 PRZEKĄSKA I:
- orzechy nerkowca + migdały
- 23:30 PRZEKĄSKA II:
- orzechy nerkowca
- SUPLEMENT:
- niacyna 1000
- dieta:
- bez grzeszków typu słodycze,
- grzeszek: alkohol
- powinnam też zachować większy odstęp między posiłkami (jeść regularnie) i jeść śniadanie.
- ruch:
- krótki ale szybki, energiczny marsz (Kołłątaja - Książąt Op.), spacer (Książąt Op. - Krakowska - 1 Maja przystanek MZK k/dworca),
- taniec - połamaniec (22:30 - 01:30)
- koszt diety: 0,00 zł (nie robiłam zakupów spożywczych)














