Tęsknię już, zwłaszcza jak czytam posty crossfitowe :) Pod choinkę zamówiłam od Dzieciątka legginsy w kettlebellki, trzeba je w końcu wypróbować :)
Przyszedł też (mający mnie zmotywować) kalendarz sportowy :)
Na CrossFicie nie byłam od wakacji 2014, kiedy to FitLife w Szarej Willi organizował darmowe treningi pod chmurką raz w tygodniu - we wtorki, na boisku LO II. Trenerem był Grzegorz Miedziński.
Chodziłam tam w lipcu (4 razy - treningi #54-#57), byłam też dwa razy w sierpniu (treningi Crossfit #58-#59).
Niestety złamanie palca przerwało mi tę przygodę... Jak nie urok to sraczka. I to w przeddzień wyjazdu na zakładową wycieczkę integracyjną do Karpacza... Łamaga!
Tym samym pragnę zdementować pogląd jakoby CrossFit był kontuzyjnym sportem! Można się połamać:
- idąc chodnikiem i uderzyć palcem w krawężnik (bo oczy wlepione w "f"),
- jadąc na rolkach jednocześnie robiąc sobie sweet focię w ruchu (o mały włos),
- w pracy potykając się o kabel od klawiatury (efekt na zdjęciu),
- czy też tracąc równowagę na rolkach (lub poślizgując się na rolkach na mokrym liściu na promenadzie nad Odrą).
Moja historia CrossFitowa:
- od 10 września 2012 do 2 czerwca 2013 (treningi #1-#44)- na AWF przy Politechnice Opolskiej u Piotrka Kosa i Kuby Kocielińskiego, w tym:
- 10 września (trening #1)
- od 1 października do 28 grudnia 2012 (treningi #2-23),
- od 2 stycznia do 2 czerwca 2013* (treningi #24-44)...
(*)Dlaczego tylko do czerwca?
bo... wracając na rolkach z treningu 2 czerwca (na Politechnice Opolskiej) wywaliłam się i skręciłam rękę... :(
- lipiec 2013 - po kontuzji rolkowej byłam dwa razy u Piotrka Kosa w RISE (treningi #45-46)
- sierpień 2013 - treningi CrossFit na gwardii organizowane przez otwierający się CF Box Gymbox (treningi #47-50)... brutalnie przerwane we wrześniu kursem angielskiego odbywającym się akurat w ten dzień tygodnia, w który odbywały się treningi na stadionie gwardii ;-(((
- październik - znowu RISE (4 treningi #51-#54)
- lipiec - sierpień 2014 (4 treningi: #54-#57), byłam też dwa razy w sierpniu (treningi Crossfit #58-#59). Namówiłam też koleżankę :)
Wracając do tematu....
Na CrossFicie nie byłam od wakacji 2014... a więc minęło sporo czasu kiedy chodziłam na treningi. Ludzie (w RISE) zrobili postępy, a ja ciągle stoję w miejscu, wręcz regres, wstyd wracać.
Podobnie z morsowaniem. Nie chodzę do Rise, to wstyd mi też iść z wysportowanymi ludźmi na "plażę" w styczniu ;)
Tym razem postawiłam na Gymbox. Ale nie wykluczam, że będę też chodzić do RISE - np. jak będę chciała chodzić w soboty, a w Gymboxie nie ma WODów w weekendy. Tylko OPEN BOX. A w niedzielę w RISE są Team WODy, których też nie lubię (introwertyzm).
Gymbox 2015 (pierwszy kwartał 2015)
- 19, 23, 26 stycznia 2015 - CROSSLEJDIS* (Crossfit #60, #61, #62)
(*) - Idąc na te treningi Crosslejdis myślałam, że będzie to ściema crossfitowa, tzn. że będzie to CrossFit w wersji light, coś "a'la crossfit", "CrossFitness" dla kobiet, które boją się sztang i ciężarów (ja je lubię) bo boją się, że urosną im muły i będą wyglądać jak zawodniczki zawodowe w "CrossFit Game's-ach USA kontra reszta świata" czy jak się to tam nazywa :)
Poszłam na te zajęcia bo godzina mi odpowiadała (21:00).
Jednak pozytywnie się zdziwiłam bo był hardcore :) Przynajmniej dla mnie bo te osoby, które chodzą tam od początku, czyli od grudnia, mówiły, że tego dnia było lightowo (Treningi były OK ale wolę jednak koedukacyjne grupy) :)
Spociłam się i jak zawsze po takich intensywnych treningach (czy to crossfit, czy indoor cycling w Dynamice czy dywanówka z Chodakowską) wyglądałam jakbym była na basenie (a nie na lądzie).
Trening crosslejdis 23.01:
- 29 stycznia 2015 - WOD (trening CrossFit #63) - WOD z trenerem Łukaszem Dabbachim.
To dopiero był hardcore :D
Nie mówię, że na Crosslejdis się nie zmęczyłam albo czegoś brakowało :) Po pierwszym treningu crosslejdis w poniedziałek miałam "zakwasy" (mikrouszkodzenia mięśni) do piątku. Po piątkowym treningu było już lepiej.Ale to... to był inny rodzaj zmęczenia :) istne katharsis. (Gdyby ktoś pytał, to dobrze).
"Wypluwałam płuca" i w pewnym momencie (wall climb) bałam się, że uzewnętrznię swoje wnętrzności (a dokładnie to cheat meala: pizzę 30 cm na cienkim cieście z szynką i z salami popitą 0,5l colą... nie zero;) Na diecie paleo... bezglutenowej). Eh :)
Jaki był WOD?
- WARM-UP (rozgrzewka + rozciąganie)
- WOD
- I RUNDA 6 minut AMRAP
- II RUNDA 6 minut AMRAP
- III RUNDA 6 minut AMRAP
- IV RUNDA 6 minut AMRAP
- V RUNDA 2 minuty AMRAP
I RUNDA
- a) 10 wall ball (x 1 punkt) (zrobiłam 4 rundy po 10 powt.)
- b) do wyboru:
- 8 snatch (x 1 p.) lub
- 16 russian swing (dla "początkujących" i "córek marnotrawnych") (x 1/2 p.) (zrobiłam 4 rundy po 16 powt.)
II RUNDA
- a) do wyboru:
- 6 pull up (x 1 p.) lub
- 12 jumping pull ups (x 1/2p.) (ja zrobiłam 3 rundy po 12 powt.)
- b) 10 box jump (x 1 p.) (ja zrobiłam 2 rundy i 10 z 12 powtórzeń w 3 rundzie)
III RUNDA:
- a) do wyboru:
- 6 "tołstubarów" (x 1 p.) lub
- 12 sit-upów (x 1/2p.) (ja zrobiłam 3 rundy po 12 sit-upów)
- b) do wyboru:
- 8 front squat (30/50) (x 1p.) lub
- 16 squats (x 1/2 p.) (mój wynik: 16, 16, 10 reps)
IV RUNDA:
- a) 3 wall climb (wchodzenie nogami po ścianie z pozycji leżącej do leżącej - w moim przypadku z leżącej do "na czworaka" - nie dawałam rady przykleić się brzuchem do ściany - ciekawe, kiedy będę w stanie) (x 1 p.) (mój wynik: 3 "naciągane" rundy)
- b) do wyboru:
- 15 DU (x 1 p.) lub
- 45 SU (skakanka) (x 1/3 p.) (mój wynik: 3 rundy)
V RUNDA:
- burpees (mój wynik: 16 powtórzeń burpees) (x 3p.)
Tabela wyników:
Nie zapisywałam wyników na treningu bo wypluwałam płuca po każdej rundzie. Było super. Dzisiaj idę znowu. W domu policzyłam powtórzenia z pamięci (pamięciówka) i dopisałam punkty w edytorze zdjęć:
Na trening szybkim marszem, a z treningu szybkim spacerkiem :) Dopracować dietę i będzie cud, "mjut" i orzeszki ;)








Projekt 69 kg zmienił się w projekt 96 kg :D (o mały włos)
OdpowiedzUsuń